Pośród ciemnej nocy w parku słychać rozmowy. Na ławce
siedzi para młodych, zakochany w sobie ludzi. Trzymając się za ręce rozmawiają o wspólnych planach na
przyszłość.
Od czasu do czasu przez park przechodzą ludzie, którzy
wracają z imprez, lub dopiero na nie idą.
Tych dwoje bez żadnych skrępowań i otwarcie mówią o tym,
czego pragną.
- Naprawdę? – brunetka spojrzała na niego – Naprawdę chcesz
tego?
- Dlaczego by nie? – szatyn wzruszył ramionami – Skoro
jesteśmy razem, to mieszkać też będziemy razem – uśmiechnął się. W tej chwili
naprawdę wierzył w swoje słowa. Oboje w to wierzyli. Wierzyli, że przyszłość
należy do nich.
***
- Słuchaj, nie wiem jak to zrobię – szatynka rzuciła zeszytem w ścianę – Oszalałaś?! To nie
moja bajka, nie będę tego robić! –
odwróciła się do niej plecami.
- Przestań, to będzie całkiem proste – blondynka podeszła
do niej, chcąc załagodzić sytuację.
- Ty zawsze tak mówisz, a potem wychodzi zupełnie inaczej
– dziewczyna mruknęła, wracając na swoje miejsce. Nie chciała już słuchać o tym
całym otwarciu, przez cały dzień otrzymała co najmniej kilkaset zadań, które
miała wykonać. A połowa z nich, była nie do wykonania. Chloe miała już wszystkiego dość. Każdy czegoś
od niej chciał. Nikt nie uznawał odmowy, a ona musiała siedzieć cicho, jak mysz
pod miotłą.
Siedziała jeszcze przez kilka minut, by po chwili zabrać
zeszyt, oraz długopis i pójść do swojego pokoju.
Gdzieś tam, marzyła by pojawił się ktoś, kto odmieni jej
życie. Niestety, póki co nie zapowiadało się nic, co by mogło cokolwiek
zmienić.
Chloe rzuciła się na łóżko, chcąc zapomnieć o tej całej
chorej sytuacji rozgrywającej się w domu. Nie sądziła, że kiedyś będzie żałować
otwarcia pensjonatu przez rodziców.
***
Stefan właśnie przeglądał pudło ze starymi książkami,
które miały zostac oddane do antykwariatu. Wśród nich było dużo egzemplarzy z
okresu człowieczeństwa młodszego z braci Salvatore. Niektóre z nich kojarzyły
mu się z najlepszymi latami jego życia. Również z tymi, kiedy miał lepsze
kontakty ze starszym bratem. Niekiedy tęsknił za tym okresem, lecz wiedział, że
nic z tego nie będzie. Damon był panem swojego losu i nie interesował się nikim.
Ale za to interesował się tym, czym nie powinien.
Od kilku lat podrywał dziewczyny. I to niekoniecznie
wolne. Wśród tych zajętych, znalazła się Elena- dziewczyna Stefana, brata
Damona. Od początku do końca się dojdzie. Damon też doszedł, tylko po drodze
pomylił kierunki. Zdarza się.
Wieczorem
Dziewczyna siedziała na łóżku, przeglądając album ze zdjęciami.
Na fotografiach szczęśliwa rodzina Gilbertów w komplecie. Wszyscy uśmiechnięci,
patrzą w stronę obiektywu. Westchnęła. Żałowała, że teraz nie może poczuć tego
samego. Kiedy spojrzała na drugie zdjęcie, wiedziała, że już to ma. Ma
szczęście przy sobie. Swojego chłopaka. Już na zawsze. Nie będzie taka, jak
Katherine. Zrobiła błąd, i wie, że nie popełni go ponownie.
W myślach obiecała sobie przestrzegać tego postanowienia.
Hm, zobaczymy panno Gilbert, zobaczymy.
Zamknęła album i poszła odłożyć go na półkę. Nagle
poczuła na swoich biodrach czyjeś dłonie.
- Stefan – odwróciła się i momentalnie cofnęła, wpadając
na szafkę – Damon! Co ty tu robisz?
- Przyszedłem pogadać – nastroszył się, jakby dziewczyna
obrzuciła go błotem. Starszy Salvatore umiał grać, tego nie można było nie
powiedzieć.
- Przestań, Stefan zaraz tu będzie – odepchnęła go od
siebie – Nie chce, by przyłapał nas w takiej sytuacji – odeszła kawałek.
- Oh, daj spokój – wampir nie dawał za wygraną- Stefana
nie ma. Nie złapie nas.
- Damon, mówiłam – usiadła na łóżku – Już raz dałam
ponieść się emocjom i co? Już raz go straciłam, daj mi teraz spokój – odwróciła
się. Miała nadzieję, że Damon odpuści i wyjdzie. Aj, ty głupia dziewczynko.
Jednak mężczyzna nie zrozumiał. W szybkim tempie znalazł
się przy dziewczynie, dłonią powoli zmierzał od kolan w kierunku ud. Miał tyle
o tyle ułatwione zadanie, że dziewczyna była w spódnicy. Mimo, że Elena
wzbraniała się od tego, lecz mimo tego jej oddech był coraz szybszy.
- Eleno – głos Damona był coraz bardziej coraz cichszy,
jego usta całowały jej szyję, a dłoń delikatnie dotykała jej stref intymnych.
- Damon… - coraz trudniej było jej mówić – Damon… proszę…
nie….
- Oddaj mi się skarbie. Oddaj – po dłuższej chwili leżeli
już oboje na łóżku, całując się namiętnie. Powoli zrywali z siebie ubrania.
Teraz oboje zapomnieli o tym, że Stefan
miał niedługo tutaj zjawić.
(…)
Stefan wracał do domu nie spodziewając się tego, co
zastanie. Kiedy wszedł do swojego pokoju, opuścił bukiet kwiatów.
- Elena …. – szepnął. Dziewczyna uniosła się zasłaniając
piersi kocem – Stefan… to nie tak, jak myslisz.
- A jak?! -
krzyknął – Damon, ty skończony idioto! Tobie całkiem rozum odebrało?! – odwrócił
się łapiąc za głowę. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył, tak bardzo jej zaufał.
Po chwili wrócił do poprzedniej pozycji. – Dokonałaś wyboru Eleno, zrobiłaś to.
Mam was dość, nie chce was już znać, ani widzieć. – warknął wychodząc. W tym
momencie chciał jak najszybciej wyjechać stąd. Wparował do swojego pokoju.
Wrzucił do walizki rzeczy, które miał pod ręką i wyszedł z domu. Wsadził
walizkę do bagażnika i…. niespodzianka! Wyjechał! Szok, no nie? Eh, wracajmy do
konkretów.
Stefan był już kilka kilometrów od miasta. Nadal nie mógł
uwierzyć, w to co uwierzył. Jego dziewczyna, wróć! Była dziewczyna, w łóżku z
jego bratem!
***
- Mamo! Jakiś gość przyjechał- blondynka wchodziła do
sypialni rodziców – Pyta się, czy nie ma w okolicy jakiegoś pensjonatu.
Kobieta raptownie uniosła się i zaklaskała.
- Wspaniale – uśmiechnęła się – Powiedz siostrze, żeby zajęła
się gościem.
- Dobrze – dziewczyna pobiegła do pokoju siostry – Młoda.
Gość, masz się nim zająć. Już- zamknęła drzwi. Szatynka jak zwykle nie miała
wiele do powiedzenia. Musiała zejść i zająć się pierwszym gościem rodzinnego
pensjonatu.
- Witam w naszym pensjonacie – dziewczyna uśmiechnęła
się, tak szeroko jak mogła.
- Witam – uśmiechnął się – czy mogę dostać pokój ?
- Oczywiście – dziewczyna skierowała się po klucz –
Proszę, i życzę miłego pobytu. Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, to proszę
mówić – skinęła głową.
- Dziękuje – uśmiechnął się – Stefan Salvatore – skinął głową
i odszedł .
- Chloe – mruknęła i zapisała pierwszego gościa w
księdze.
Stefan usiadł na krześle, wyciągając telefon. 25
nieodebranych połączeń od Eleny. Odłożył go na szafkę, i położył się na łóżku.
Miał w nosie co teraz oboje będą robić. Teraz mógł mieć własne życie i czas na
zastanowienie się, nad tym czy nie popełnił karygodnego błędu. W sumie…
- Popełniłem - mruknął.
_____________________________________
Wybaczcie, za nijakość tego rozdziału. To jest pierwszy rozdział, który ma prawo nie podpaść. Obiecuję, że sie poprawię.
