niedziela, 11 sierpnia 2013

1. Początek końca.

Pośród ciemnej nocy w parku słychać rozmowy. Na ławce siedzi para młodych, zakochany w sobie ludzi. Trzymając się  za ręce rozmawiają o wspólnych planach na przyszłość.
Od czasu do czasu przez park przechodzą ludzie, którzy wracają z imprez, lub dopiero na nie idą.
Tych dwoje bez żadnych skrępowań i otwarcie mówią o tym, czego pragną.
- Naprawdę? – brunetka spojrzała na niego – Naprawdę chcesz tego?
- Dlaczego by nie? – szatyn wzruszył ramionami – Skoro jesteśmy razem, to mieszkać też będziemy razem – uśmiechnął się. W tej chwili naprawdę wierzył w swoje słowa. Oboje w to wierzyli. Wierzyli, że przyszłość należy do nich.

***

- Słuchaj, nie wiem jak to zrobię – szatynka  rzuciła zeszytem w ścianę – Oszalałaś?! To nie moja bajka,  nie będę tego robić! – odwróciła się do niej plecami.
- Przestań, to będzie całkiem proste – blondynka podeszła do niej, chcąc załagodzić sytuację.
- Ty zawsze tak mówisz, a potem wychodzi zupełnie inaczej – dziewczyna mruknęła, wracając na swoje miejsce. Nie chciała już słuchać o tym całym otwarciu, przez cały dzień otrzymała co najmniej kilkaset zadań, które miała wykonać. A połowa z nich, była nie do wykonania.  Chloe miała już wszystkiego dość. Każdy czegoś od niej chciał. Nikt nie uznawał odmowy, a ona musiała siedzieć cicho, jak mysz pod miotłą.
Siedziała jeszcze przez kilka minut, by po chwili zabrać zeszyt, oraz długopis i pójść do swojego pokoju.
Gdzieś tam, marzyła by pojawił się ktoś, kto odmieni jej życie. Niestety, póki co nie zapowiadało się nic, co by mogło cokolwiek zmienić.
Chloe rzuciła się na łóżko, chcąc zapomnieć o tej całej chorej sytuacji rozgrywającej się w domu. Nie sądziła, że kiedyś będzie żałować otwarcia pensjonatu przez rodziców.

***

Stefan właśnie przeglądał pudło ze starymi książkami, które miały zostac oddane do antykwariatu. Wśród nich było dużo egzemplarzy z okresu człowieczeństwa młodszego z braci Salvatore. Niektóre z nich kojarzyły mu się z najlepszymi latami jego życia. Również z tymi, kiedy miał lepsze kontakty ze starszym bratem. Niekiedy tęsknił za tym okresem, lecz wiedział, że nic z tego nie będzie. Damon był panem swojego losu i nie interesował się nikim. Ale za to interesował się tym, czym nie powinien.
Od kilku lat podrywał dziewczyny. I to niekoniecznie wolne. Wśród tych zajętych, znalazła się Elena- dziewczyna Stefana, brata Damona. Od początku do końca się dojdzie. Damon też doszedł, tylko po drodze pomylił kierunki. Zdarza się.

Wieczorem

Dziewczyna siedziała na łóżku, przeglądając album ze zdjęciami. Na fotografiach szczęśliwa rodzina Gilbertów w komplecie. Wszyscy uśmiechnięci, patrzą w stronę obiektywu. Westchnęła. Żałowała, że teraz nie może poczuć tego samego. Kiedy spojrzała na drugie zdjęcie, wiedziała, że już to ma. Ma szczęście przy sobie. Swojego chłopaka. Już na zawsze. Nie będzie taka, jak Katherine. Zrobiła błąd, i wie, że nie popełni go ponownie.
W myślach obiecała sobie przestrzegać tego postanowienia. Hm, zobaczymy panno Gilbert, zobaczymy.
Zamknęła album i poszła odłożyć go na półkę. Nagle poczuła na swoich biodrach czyjeś dłonie.
- Stefan – odwróciła się i momentalnie cofnęła, wpadając na szafkę – Damon! Co ty tu robisz?
- Przyszedłem pogadać – nastroszył się, jakby dziewczyna obrzuciła go błotem. Starszy Salvatore umiał grać, tego nie można było nie powiedzieć.
- Przestań, Stefan zaraz tu będzie – odepchnęła go od siebie – Nie chce, by przyłapał nas w takiej sytuacji – odeszła kawałek.
- Oh, daj spokój – wampir nie dawał za wygraną- Stefana nie ma. Nie złapie nas.
- Damon, mówiłam – usiadła na łóżku – Już raz dałam ponieść się emocjom i co? Już raz go straciłam, daj mi teraz spokój – odwróciła się. Miała nadzieję, że Damon odpuści i wyjdzie. Aj, ty głupia dziewczynko.
Jednak mężczyzna nie zrozumiał. W szybkim tempie znalazł się przy dziewczynie, dłonią powoli zmierzał od kolan w kierunku ud. Miał tyle o tyle ułatwione zadanie, że dziewczyna była w spódnicy. Mimo, że Elena wzbraniała się od tego, lecz mimo tego  jej oddech był coraz szybszy.
- Eleno – głos Damona był coraz bardziej coraz cichszy, jego usta całowały jej szyję, a dłoń delikatnie dotykała jej stref intymnych.
- Damon… - coraz trudniej było jej mówić – Damon… proszę… nie….
- Oddaj mi się skarbie. Oddaj – po dłuższej chwili leżeli już oboje na łóżku, całując się namiętnie. Powoli zrywali z siebie ubrania. Teraz oboje zapomnieli o tym,  że Stefan miał niedługo tutaj zjawić.
(…)
Stefan wracał do domu nie spodziewając się tego, co zastanie. Kiedy wszedł do swojego pokoju, opuścił bukiet kwiatów.
- Elena …. – szepnął. Dziewczyna uniosła się zasłaniając piersi kocem – Stefan… to nie tak, jak myslisz.
- A jak?!  - krzyknął – Damon, ty skończony idioto! Tobie całkiem rozum odebrało?! – odwrócił się łapiąc za głowę. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył, tak bardzo jej zaufał. Po chwili wrócił do poprzedniej pozycji. – Dokonałaś wyboru Eleno, zrobiłaś to. Mam was dość, nie chce was już znać, ani widzieć. – warknął wychodząc. W tym momencie chciał jak najszybciej wyjechać stąd. Wparował do swojego pokoju. Wrzucił do walizki rzeczy, które miał pod ręką i wyszedł z domu. Wsadził walizkę do bagażnika i…. niespodzianka! Wyjechał! Szok, no nie? Eh, wracajmy do konkretów.
Stefan był już kilka kilometrów od miasta. Nadal nie mógł uwierzyć, w to co uwierzył. Jego dziewczyna, wróć! Była dziewczyna, w łóżku z jego bratem!

***
- Mamo! Jakiś gość przyjechał- blondynka wchodziła do sypialni rodziców – Pyta się, czy nie ma w okolicy jakiegoś pensjonatu.
Kobieta raptownie uniosła się i zaklaskała.
- Wspaniale – uśmiechnęła się – Powiedz siostrze, żeby zajęła się gościem.
- Dobrze – dziewczyna pobiegła do pokoju siostry – Młoda. Gość, masz się nim zająć. Już- zamknęła drzwi. Szatynka jak zwykle nie miała wiele do powiedzenia. Musiała zejść i zająć się pierwszym gościem rodzinnego pensjonatu.
- Witam w naszym pensjonacie – dziewczyna uśmiechnęła się, tak szeroko jak mogła.
- Witam – uśmiechnął się – czy mogę dostać pokój ?
- Oczywiście – dziewczyna skierowała się po klucz – Proszę, i życzę miłego pobytu. Jeśli będzie pan czegoś potrzebował, to proszę mówić – skinęła głową.
- Dziękuje – uśmiechnął się – Stefan Salvatore – skinął głową i odszedł .
- Chloe – mruknęła i zapisała pierwszego gościa w księdze.
Stefan usiadł na krześle, wyciągając telefon. 25 nieodebranych połączeń od Eleny. Odłożył go na szafkę, i położył się na łóżku. Miał w nosie co teraz oboje będą robić. Teraz mógł mieć własne życie i czas na zastanowienie się, nad tym czy nie popełnił karygodnego błędu. W sumie…

- Popełniłem - mruknął. 

_____________________________________
Wybaczcie, za nijakość tego rozdziału. To jest pierwszy rozdział, który ma prawo nie podpaść. Obiecuję, że sie poprawię.